Rok Rodziny

26. Niedziela Zwykła – Rok A
28 września 2014 r.

Refleksja
Kiedy dwaj chłopcy słyszą wezwanie: „Idź dzisiaj i pracuj w winnicy”, jeden odpowiada „tak”, ale nie idzie. Drugi mówi „nie”, ale „opamiętał się” i idzie. Zwróćcie uwagę na te dwa słowa kluczowe: dzisiaj i opamiętał się, i pomyślcie o tych, którzy w tym momencie otaczają Jezusa. On sam jest zaproszeniem Boga, zaproszeniem najpotężniejszym: „Dzisiaj słuchajcie Mnie, słuchając mojego Syna”.
Niektórym wydawało się do tej pory, że mówią Bogu „tak”, w rzeczywistości jednak mówili Mu „nie” nie wiedzieli, jak naprawdę mówi się Bogu „tak”. Z tego punktu widzenia faryzeusze znajdowali się dokładnie w takiej samej sytuacji jak nierządnice. Wszyscy oni stali wobec ogromnej szansy, że oto mogą nareszcie powiedzieć Bogu „tak” natychmiast (dzisiaj): wystarczy, że będą słuchali Jezusa. Nierządnice rzucają się na tę szansę, faryzeusze nawet nie drgnęli.
W jaki sposób możemy wytłumaczyć tak odmienne reakcje? Wszystko zawarte jest w słowach „opamiętał się”. Ażeby powiedzieć Bogu „tak”, trzeba najpierw dostrzec, że w tym momencie mówimy Mu „nie”. Niełatwo się do tego przyznać. Najlepszym, tym, którzy tak jak faryzeusze starają się żyć dobrze, grozi niebezpieczeństwo, że będą przekonani o swojej bliskości z Bogiem i nie przyjdzie im do głowy, że powinni się opamiętać, zmienić. Dla nierządnic ich „nie” wypowiadane Bogu było tak oczywiste, że nie wahały się, gdy zobaczyły, w jaki sposób mogą powiedzieć Mu „tak” natychmiast.
Andre Seve

Złota myśl tygodnia
Jest we mnie bardzo głęboka studnia. A w tej studni jest Bóg (Etta Hillesum)

Na wesoło
Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony:
– A co to baco, zegarek na sznurku ciągniecie?
– Ja go wreszcie nauczę chodzić!

Lecą dwa gołębie a obok nich przelatuje odrzutowiec.
Jeden mówi do drugiego:
– Ale szybko leci.
– Też byś tak szybko leciał jak by ci się ogon palił.

Rodzinny święty – bł. Zefiryn Gimenez Malla
Zefiryn (znany także jako El Pele albo El Kalo) urodził się 26 sierpnia 1861 r. w Benavent de Lérida, w hiszpańskiej Katalonii. Przyszedł na świat w katolickiej rodzinie hiszpańskich Romów, którzy żyli jako wędrowcy w Katalonii i Aragonii. Nigdy nie uczęszczał do szkoły, całe życie był analfabetą. Został ochrzczony jako człowiek dorosły.
W 1912 roku, mając 51 lat, zawarł sakrament małżeństwa z Teresą Giménez Castro, z którą od wczesnej młodości był złączony ślubem zawartym w tradycji romskiej. Małżeństwo to było bezdzietne, ale małżonkowie adoptowali Pepitę, krewną Teresy. Przez kilkadziesiąt lat Zefiryn prowadził wędrowny tryb życia. Był obwoźnym handlarzem. Około 1920 r. osiedlił się w Barbastro. Kupił tu dom za pieniądze zarobione na handlu mułami, osłami i końmi. Zefiryn darzył sympatią zwierzęta, a zwłaszcza konie wyścigowe – kilka z nich było jego własnością. Aktywnie uczestniczył w życiu religijnym. W Barbastro był katechetą dzieci romskich, dyrygentem chóru i kierownikiem kółka różańcowego. Co najmniej 20 lat przed swoją śmiercią codziennie uczestniczył w Mszy św.
Nie rozstawał się z różańcem, na którym modlił się każdego dnia. W 1926 r., cztery lata po śmierci żony, wstąpił do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Miał duży autorytet, często zwracano się do niego z prośbą o pomoc materialną oraz arbitraż przy rozstrzyganiu sporów. Handlując bydłem, zawsze postępował w sposób sprawiedliwy i uczciwy.
Kiedy w 1936 r. wybuchła w Hiszpanii wojna domowa, republikańskie władze komunistyczne rozpoczęły krwawe prześladowanie wiernych Kościoła katolickiego. W lipcu 1936 r. Zefiryn stanął w obronie pewnego kapłana, maltretowanego w Barbastro przez żołnierzy. Został wtedy aresztowany, otrzymując propozycję uwolnienia, jeśli sprofanuje różaniec. Ponieważ odmówił, został 8 sierpnia 1936 r. rozstrzelany. Umierał z okrzykiem „Niech żyje Chrystus Król!”.
Jan Paweł II beatyfikował go 4 maja 1997 r. w Rzymie.
Wspomnienie błogosławionego męża przypada w kalendarzu liturgicznym 8 sierpnia.

Opowiadanie
Ogrodnik
Dwaj badacze z pewnego towarzystwa geograficznego którzy przemierzali niezbadaną dżunglę, natknęli się na zaskakujący widok.
Rząd potężnych drzew zakrywał wspaniały ogród. Był doskonale zaplanowany, z alejkami, klombami kwiatów, schodami, fontannami i drzewami obsypanymi owocami. Całość w doskonałym porządku.
Zauroczeni obaj badacze zaczęli szukać ogrodnika. Ale w urzekającym ogrodzie nie było ani śladu ogrodnika! Przeszukali wszystko i dokładnie przejrzeli ogród, od środka i na zewnątrz. Żadnego ogrodnika!
– Musi być jakiś niewidzialny ogrodnik! – uznał pierwszy z nich i aby tego dowieść, odwołał się do ogrodzenia, psów, elektrycznych pułapek. Nic z tego.
– Ogrodnik nie reaguje na wstrząsy elektryczne, bez przeszkód przechodzi przez ogrodzenia, a psy nie są w stanie wyczuć zapachu – stwierdził.
Drugi był agnostykiem. Nie widział żadnej różnicy między ogrodnikiem niewidzialnym i w wiecznej ucieczce, a takim ogrodnikiem, którego wcale nie było.
– Ostatecznie ogród mógł się sam ukształtować! Obaj jednak byli niezadowoleni i pełni wątpliwości.
Później nadeszła grupa prostych ludzi. Przeszli ogrodowymi alejkami pełni zdumienia w oczach i w sercach, i świętowali chwilę, kiedy to w dżungli znaleźli porządek i ład! Zredagowali zalecenia, które zobowiązały do troski o ogród. Uznali, że porządek w ogrodzie i w nich samych jest taki sam: oba zestrajały się niczym melodia z akompaniamentem; oba były częścią symfonii życia.
Na koniec ci ludzie opowiedzieli historię pewnego Ogrodnika, który wszystko stworzył i który powierzył im ogród.

Św. Jan Paweł II o rodzinie
„Małżonkowie, w zakresie swego życia moralnego, są powołani do ustawicznego postępu, wiedzeni szczerym i czynnym pragnieniem coraz lepszego poznawania wartości, które prawo Boże chroni i rozwija, oraz prostą i szlachetną wolą kierowania się nimi w konkretnych decyzjach” (FC 34).
W katolickich księgarniach pojawia się coraz więcej wartościowych publikacji o wychowaniu, intymności małżeńskiej, komunikacji, rozwiązywaniu konfliktów. Warto po nie sięgać i przez to zadbać o duchowy rozwój.


Niedziela 6. Wielkanocna – Rok A
25 maja 2014 r.

Refleksja
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.
Zachowywanie nauki czy zachowywanie przykazań nie jest jakimś mniej lub bardziej obowiązkowym dalszym ciągiem naszego porywu miłości do Jezusa. Nie jest to nawet logika: Jeśli będę kochać Jezusa, powinienem zachowywać Jego przykazania. „Jeśli” łączy nasze pragnienie kochania Jezusa z naszym postępowaniem w życiu o wiele mocniej: kocham tylko wtedy, gdy jestem posłuszny Jego nauce, ponieważ moja miłość rzeczywista, konkretna, jest właśnie tym, co robię.
Nasze porażki mają swoje źródło w tym, że nie chcemy zobaczyć, że miłość nie jest słowem, marzeniem, biciem serca, lecz postępowaniem.
Rozważając Ewangelię świętego Jana, widzimy, że to postępowanie jest bardzo jasne: mamy kochać naszych braci. Miłością, jaką kocha nas Jezus. Miłością czerpiącą z Jego relacji z Ojcem i w niej przeżywaną. Nasza miłość do braci jest przedłużeniem miłości trynitarnej.
Oto czym jest ta mocna więź, łącząca nasze rzeczywiste pragnienie kochania Boga z tym, co konkretnie robimy od rana do wieczora przy pomocy naszego rozumu i naszych rąk oraz gdy spotykamy się z braćmi. Jeśli w tym wszystkim brak jest miłości, nie mówmy o miłości do Boga. „Kiedy kochasz braci — mówi Jezus — kochasz Mnie”.
Andre Seve

Złota myśl tygodnia
Jeśli niedoskonały nie opuści sam siebie, wcale nie będzie lepszy gdzie indziej, niż jest tutaj (św. Ignacy Loyola)

Na wesoło
Kowalski pyta fryzjera:
– Dlaczego opowiada mi pan stale takie straszne historie?
– Bo kiedy włosy stają dęba, znacznie łatwiej je strzyc!

Przychodzi baba do lekarza, a lekarz pyta:
– Co Pani dolega?
Baba na to:
– No, nic.
– To dlaczego Pani do mnie przychodzi?
– Żeby Panu o tym powiedzieć.

Rodzinny święty – św. Makryna
Makryna (zwana Młodszą, dla odróżnienia od jej babki ze strony ojca, Makryny Starszej, która zginęła podczas prześladowań za Galeriusza) była córką św. Bazylego Starszego, retora, oraz jego żony Emmalion (Emmalii), która także uchodziła za świętą. Małżeństwo to wydało na świat pięć córek i pięciu synów, z których najbardziej się zasłużyli: św. Bazyli zwany Wielkim, św. Piotr, biskup Sebasty, oraz św. Grzegorz, który został biskupem w małoazjatyckiej Nyssie. Najstarszą wśród rodzeństwa była właśnie Makryna. Urodziła się w Cezarei około roku 327. Gdy miała mniej więcej dwanaście lat, zaręczono ją z młodzieńcem, którego imienia nie znamy. Na skutek jego przedwczesnej śmierci nie doszło do małżeństwa. Makryna poświęciła się wtedy wychowywaniu młodszego rodzeństwa, które wedle świadectwa brata Grzegorza wiele jej zawdzięczało.
W tym czasie przeżywała zwykłe tragedie rodzinne: śmierć Naukracjusza, wyjazdy innych braci, śmierć matki Emmalii (373), pochowanej obok ojca w kościele pod wezwaniem Czterdziestu Męczenników. Bazyli i Grzegorz byli już wówczas biskupami, ale rzadko zaglądali do rodzinnego domu. Pierwszy z nich zmarł w sześć lat po matce. Makryna, która od dłuższego czasu oddawała się bez reszty bogomyślności i wraz z towarzyszkami oraz domownikami prowadziła życie na wpół klasztorne, miała niebawem pójść za Bazylim. Przed śmiercią odwiedził ją jeszcze Grzegorz, co było dla niej wielką pociechą.
Zwrócona całkowicie ku Bogu, zmarła w roku 379, prawdopodobnie w dniu 19 lipca, w którym ją wspominają synaksaria greckie. Do Martyrologium Rzymskiego wpisana została dopiero w XVI w.
Wspomnienie świętej siostry przypada w kalendarzu liturgicznym 19 lipca.

Opowiadanie
Ścieżka
Pewna dziewczynka żyła sobie kiedyś bardzo szczęśliwie razem ze swoim tatusiem i mamusią. Jednak z powodu podłej zemsty ludzi została porwana. Ubrani w długie płaszcze, pojawili się oni pewnego dnia, na drodze prowadzącej do szkoły i uprowadzili dziecko.
Gnając co sił na swoich czarnych koniach, gdy byli już bardzo daleko od wioski, skręcili na drogę prowadzącą w stronę lasu. Panowała w nim nieprzenikniona ciemność, która na zawsze pochłaniała nieostrożnych, zapuszczających się w las bez przewodnika. Porywaczom zależało bardzo, aby móc tam zgubić dziewczynkę.
Dziecko płakało ze strachu. Powtarzało, a właściwie wykrzykiwało na cały głos modlitwy, których nauczyła je mama: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…”.
Dotarli wreszcie do miejsca, w którym las był już tak gęsty, że prawie niemożliwy do przejścia. Tam porzucili dziewczynkę.
Biedactwo przykucnęło pod wielkim drzewem i nie przestając zanosić się płaczem, kontynuowało swoje modlitwy: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…”.
Nagle, tuż obok nóg dziewczynki wyrosła wyjątkowej piękności róża, o płatkach tak delikatnych, jak pieszczota. Trochę dalej od niej, również w bardzo widocznym miejscu, pomiędzy trawą a liśćmi wyrosła jeszcze jedna, a za nią jeszcze jedna i jeszcze jedna. … Wszystkie razem tworzyły ścieżynkę, która prowadziła przez las. Dziewczynka zaczęła poruszać się od jednej róży do drugiej, najpierw bardzo powoli, a następnie coraz szybciej i szybciej. Nie minęło wiele czasu, kiedy znalazła się na skraju lasu, gdzie czekali na nią mama i tata. Oni również zauważyli ścieżkę wyznaczaną im przez róże i podążyli na jej poszukiwanie.
W tej drodze pomagało im również nieustanne odmawianie „Zdrowaś Maryjo”. To właśnie one, wszystkie wypowiadane „Zdrowaś Maryjo”, przemieniały się w ścieżkę róż, które znów doprowadziły ich do siebie.

Św. Jan Paweł II o rodzinie
„Stwarzając człowieka „mężczyzną i niewiastą”. Bóg obdarza godnością osobową w równej mierze mężczyznę i kobietę, ubogacając ich w niezbywalne prawa i odpowiedzialne zadania właściwe osobie ludzkiej” (FC 22).
Tu i ówdzie słyszymy, że religia nie dowartościowuje, a nawet upokarza kobietę. Gdy przyjrzymy się Biblii to widzimy, że już samo stworzenie ukazuje głęboką prawdę o godności kobiety. Gdy dodamy fakt, że Zmartwychwstały ukazał się najpierw kobietom, a św. Paweł pisze, że „nie ma już mężczyzny i kobiety”, to widzimy jasno, że chrześcijaństwo sprzyja kobiecości.


Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej – Rok A
13 kwietnia 2014 r.

Refleksja
Powinniście wiedzieć, że w tym dniu, to jest na pięć dni przed swoją męką, Zbawiciel nasz dosiadł oślicy na Górze Oliwnej, aby udać się do Jerozolimy, a gdy tłumy usłyszały, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wyszły Mu naprzeciw z gałązkami palm, i gdy już zbliżał się do zejścia z Góry Oliwnej, tłumy schodzących poczęły, pełne radości, wielkim głosem chwalić Boga. I przez te pięć dni, to jest aż do wieczora dnia piątego, kiedy to po wieczerzy został wydany, każdego dnia nauczał w świątyni, a każdej nocy pozostawał na Górze Oliwnej. A ponieważ dziesiątego dnia zamykano baranka, którego synowie izraelscy składali w ofierze dnia czternastego, słusznie tego dnia, w którym zamykano baranka – typ Jezusa – wszedł do Jerozolimy ów prawdziwy Baranek, którym jest Chrystus Pan, On, który w piątek miał zostać ukrzyżowany. Dziś więc tłumy słały swoje szaty na drodze, a inni, uciąwszy gałęzie z drzew, podobnie słali je na drodze, którą kroczył Pan (…).
Napominamy was, abyście im bardziej zbliża się Wielkanoc, tym bardziej przygotowali się do niej przez oczyszczenie z wszelkiej zazdrości, nienawiści, gniewu, zniewag, obelg i oszczerstwa, aby móc godnie święcić ów dzień.
Odpuście tym, którzy zgrzeszyli przeciw wam, aby i Pan przebaczył wasze grzechy, bo jeśliby kto zachował gniew lub nienawiść względem nawet jednego człowieka, będzie obchodził Wielkanoc na swoje nieszczęście; w tej bowiem świętej Komunii nie będzie wraz z Piotrem spożywał życia, ale z Judaszem śmierć.
Fragment homilii anonimowego autora z IX wieku z Italii

Złota myśl tygodnia
Jezus okazał posłuszeństwo nie jako niewolnik, ale jako Syn. (św. Teodoret z Cyru)

Na wesoło
Mama tłumaczy Jasiowi:
– Trzeba być grzecznym, żeby pójść do nieba!
– A co trzeba zrobić, żeby pójść do kina?

Kumpel podchodzi do Szkota, który się zawsze jąkał i zauważa, że mówi on płynnie.
– Jak to zrobiłeś? – pyta.
– Zmuszony byłem zamówić rozmowę błyskawiczną z Nową Zelandią, a wiesz, ile to kosztuje…

Rodzinny święty – bł. Anna Maria Taigi
Anna Maria urodziła się w Sienie 29 maja 1769 roku. Jej dzieciństwo naznaczone było problemami finansowymi rodziców i przebytą ospą, która oszpeciła twarz Anny.
W wieku 20 lat wyszła za Dominika Taigi, kamerdynera książąt Chigich. Oboje przenieśli się do pałacu książąt, gdzie otrzymali mały pokoik. Jej mąż był uczciwym człowiekiem, ale miał trudny charakter. Z mężem Anna miała 7 dzieci: 4 synów i 3 córki. Oddała się całkowicie ich wychowaniu. Starała się być najlepszą żoną i matką. Gdy dzieci dorosły, chętnie korzystały z porad kochającej ich matki. Kiedy jej córka, Zofia, została wdową wraz z sześciorgiem małych dzieci, Anna bez namysłu przygarnęła ją do swojego domu. Anna umiała łączyć tak liczne obowiązki z życiem wewnętrznym, zjednoczonym z Bogiem. Im mąż był bardziej opryskliwy, tym subtelniejszą okazywała mu życzliwość i dobroć. Umiała nawet znaleźć czas, by pamiętać o ubogich i nawiedzać potrzebujących w szpitalach.
Pan Bóg udzielił jej wielu darów nadprzyrodzonych: rozeznawania sumień, daru wizji i proroctw oraz kontemplacji posuniętej do ekstazy. Jej sława zaczęła szybko wychodzić poza jej skromne mieszkanie. Łączyła ją szczera przyjaźń ze św. Wincentym Pallottim, ze św. Wincentym Maria Strambi i ze św. Kasprem del Bufalo. Przychodzili do niej po radę możni i znani, m.in. kardynałowie, biskupi czy królowa Maria Ludwika z Burbonów. Papież Grzegorz XVI udzielił jej przywileju zorganizowania w swoim mieszkaniu kaplicy z Najświętszym Sakramentem. Była tercjarką zakonu trynitarzy. Wszystkie swoje prace i cierpienia ofiarowała za grzeszników i za Kościół, zwłaszcza za papieża, który w tych burzliwych i niespokojnych czasach musiał bardzo wiele wycierpieć.
Przepowiedziała dzień swojej śmierci i pożegnała ziemię w nocy 9 czerwca 1837 roku w wieku 68 lat. Do chwały błogosławionych wyniósł ją papież Benedykt XV w roku 1920. Jej ciało przeniesiono wcześniej ze wspólnego cmentarza do kościoła Matki Bożej Pokoju, a potem do bazyliki św. Chryzogona, będącej w posiadaniu trynitarzy.
Wspomnienie liturgiczne błogosławionej żony i matki przypada 9 czerwca.

Opowiadanie
Niech widzą…
Był sobie raz pewien pustelnik, którego opiekun mieszkał bardzo daleko. Dzielny ten człowiek utrzymywał pustelnika, dostarczał mu pożywienia i wszystkiego, co potrzebne do życia. Z prowiantem najczęściej posyłał doń żonę i córkę; pewnego dnia jednak pustelnik usłyszał, że ma przybyć sam dobrodziej. Pomyślał więc sobie:
– Chciałbym wywrzeć na nim korzystne wrażenie, wyczyszczę wszystkie naczynia w kapliczce, samą kapliczkę, a przede wszystkim zaprowadzę porządek w swojej grocie.
Wypucował więc i poustawiał wszystkie drobne przedmioty, tak że kapliczka naprawdę wywierała dobre wrażenie, ponieważ miseczki z wodą i lampki oliwne lśniły jak lustro.
Kiedy skończył, usiadł i zaczął podziwiać swoją pracę, i rozglądać się dookoła. Wszystko było tak piękne i czyste, że niemal nierzeczywiste; nawet kaplica wydała mu się nierealna. Nagle, ku własnemu zdumieniu, poczuł, że jest hipokrytą. Poszedł do komina, wybrał garść popiołu i rozsypał go wszędzie. Następnie wszystko porozkładał nieporządnie, jak przedtem, zgodnie ze swoim upodobaniem.
Kiedy pojawił się protektor, z zadowoleniem obejrzał tę grotę, tak pełną życia.
– Widać, że głęboko rozmyślasz nad sprawami nieba, skoro do tego stopnia nie dbasz o sprawy doczesne – stwierdził.
– To prawda – pomyślał w duchu pustelnik – że kiedy ktoś chce się pokazać innym niż jest rzeczywiście, bardzo ryzykuje. A czasami ryzykuje wszystko.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Komunia w rodzinie zakorzenia się w naturalnych więzach ciała i krwi, rozwija się i doskonali w sposób prawdziwie ludzki poprzez zawiązywanie i rozwijanie głębszych jeszcze i bogatszych więzów ducha.” (FC 21).
Jeżeli rodzinna codzienność jest podobna do puzzli, to warto pomyśleć, z ilu się składa części. Ile czynności przeżywamy wspólnie, a ile indywidualnie? Spacer, posiłek, rozmowa, modlitwa, wspólne uczestnictwo w Mszy świętej i nabożeństwach – takie „puzzle” chce nam podarować Bóg. Przyjmijmy je i budujmy więzy ducha.


5. Niedziela Wielkiego Postu – Rok A
6 kwietnia 2014 r.

Refleksja
„Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie”.
Czy spotykające nas nieszczęście jest dowodem na to, że Bóg nas opuścił? „Gdybyś tu był…” – słowa Marty nic nie straciły na swojej aktualności. Czy można je jednoznacznie potępiać? Nieludzką byłaby religia odrzucająca smutek, rozterki, trudne pytania. Nie możemy wymagać od siebie i innych wiary graniczącej z zuchwałością, w której skaczemy z radości, mimo, że mamy prawo wyrazić wątpliwość.
Zdarza się, że w naszej, nasyconej dramatem, niepewności, pojawia się podszept złego ducha, który chce wykorzystać każdą okazję, aby zniszczyć w nas prawdziwy obraz Boga. W logice demona każde trudne doświadczenie przeczy dobroci Boga i w konsekwencji jeśli chcemy na kimś polegać, to możemy liczyć jedynie na samych siebie.
Marta jest pełna smutku, może nawet rozgoryczenia, ale przeczuwa, że taka właśnie – „bez pudru i makijażu” – może wołać do Chrystusa, który przecież „stał się do nas podobnym we wszystkim oprócz grzechu”. Czy Jezus nie miałby Marty zrozumieć? Zaufanie do Niego rodzi odwagę: „Bóg da Ci wszystko”.
W bólu i niepewności przyjdź do Jezusa. Szczerze. Bez udawania. Ten, który wskrzesił Łazarza, nie będzie obojętny na Twoje wołanie.

Złota myśl tygodnia
Miarą człowieka nie jest zachowanie w chwilach spokoju, lecz to, co czyni, gdy nadchodzi czas próby. (Martin Luther King)

Na wesoło
Na lekcji religii ksiądz pyta się dzieci:
– Kto z was wie do kiedy Adam i Ewa żyli w raju?
– Do 15 września – odpowiada Jasiu.
– Dlaczego do 15 września?
– Dlatego, że po 15 września nie ma jabłek na drzewie.

Przerażony Jasiu przybiega do mamy i głośno krzyczy:
– Mamo, mamo, mysz wpadła do mleka!
Zdziwiona mama pyta Jasia:
– I co wyciągnąłeś ją?
– Nie, wrzuciłem kota! – odpowiada dumnie Jasiu.

Rodzinny święty – św. Zdzisława Czeska
Zdzisława urodziła się w 1215 r. na zamku Krzyżanów na Morawach. Według tradycji była najstarszą córką Przybysława z Krzyżanowa, burgrabiego w Brnie, i Sybilli, pochodzącej ze szlacheckiej rodziny sycylijskiej. Jej ojciec należał do najprzedniejszych panów czeskich. Wraz ze swoją małżonką czynił hojne fundacje na potrzeby Kościoła na Morawach. Popierał gorliwie zakony. Oboje ufundowali opactwo cysterskie w Żdar, wspierali dominikanów i franciszkanów, niedawno przybyłych do Czech. Jako 17-letnia dziewczyna Zdzisława poślubiła Havla, kasztelana zamku w Lemberku. Rodzice pana młodego pochodzili z niemniej znakomitego rodu. Założyli miasta, do dziś istniejące – Jabłonne i Turnowo. Bóg obdarzył małżonków czworgiem dzieci, które Zdzisława wzorowo wychowała. Wraz z mężem troszczyła się o ewangelizację okolicznych ziem, na których Kościół był jeszcze słabo zakorzeniony. Nawiązała współpracę z dominikanami i ufundowała dwa konwenty: w Jabłonnem, koło Lemberku, i w Turnowie. Była tercjarką dominikańską i gorliwą uczennicą św. Dominika, oddana modlitwie i ludziom. Słynęła jako opiekunka ubogich. Kroniki klasztorne przypisują jej modlitwie liczne cudowne uzdrowienia.
Zdzisława zmarła w 1252 r. w Jabłonnem (przypuszczalnie 1 stycznia; przyczyną śmierci w kwiecie wieku była prawdopodobnie tuberkuloza). Została pochowana w tamtejszym kościele św. Wawrzyńca, który stał się celem pielgrzymek jej czcicieli. Jej kult szerzył się w Czechach i na Węgrzech. 28 sierpnia 1907 r. jej kult zatwierdził papież św. Pius X. Jan Paweł II kanonizował Zdzisławę razem z Janem Sarkandrem w Ołomuńcu 21 maja 1995 r. Zdzisława jest patronką młodych małżeństw i matek.
Wspomnienie św. Zdzisławy w kalendarzu liturgicznym przypada 30 maja.

Opowiadanie
Przecież prosiłem
Pewien pastor, strapiony z powodu własnej porywczości, podczas modlitwy wieczornej, postanowił szczerze prosić Boga o cierpliwość. Następnego dnia jego zawsze niezawodna sekretarka się rozchorowała. Zastąpiła ją wolontariuszka, która okazała się najpowolniejszą pracownicą biurową, jaką kiedykolwiek widział.
Pewnego dnia pastor nie wytrzymał:
– Czy nie może pani szybciej przepisywać tych ważnych dokumentów? – wybuchnął.
– Nie wyobrażam sobie, żeby nasza parafia miała utracić choć trochę dobrej reputacji przez niechlujnie sporządzone archiwa – odpowiedziała wolontariuszka ze stoickim spokojem.
– Jak mam się przy pani nauczyć cierpliwości? Jeszcze nikt mnie tak nie irytował – wykrzyczał pastor.
Kobieta spojrzała na pastora z przerażeniem, a on stanął jak wryty i wycedził powoli z przejęciem:
– No tak… przecież o to się modliłem… prosiłem Boga o cierpliwość… nie powiedziałem, jak ma mnie jej nauczyć.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Tak jak Chrystus jest najwyższym urzeczywistnieniem bezwarunkowej wierności, z jaką Bóg miłuje swój lud, tak samo małżonkowie chrześcijańscy powołani są do rzeczywistego uczestnictwa w nieodwołalnej nierozerwalności, która łączy Chrystusa z Kościołem, Jego oblubienicą, umiłowaną przez Niego aż do końca” (FC 20).
W jednym ze złośliwych żartów możemy usłyszeć: Jaki jest dowód na istnienie Ducha Świętego w Kościele? Mimo 2000 lat usilnych prób niszczenia Kościoła przez Jego członków, On nadal istnieje! Bez względu na to, jak bardzo ten kawał jest bliski lub daleki prawdzie, możemy być pewni: tam gdzie spotyka się łaska z kondycją ludzką, wszelka wierność pochodzi od Boga. Warto więc na małżeństwo patrzeć z nadzieją!


3. Niedziela Wielkiego Postu – Rok A
23 marca 2014 r.

Refleksja
„Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić!”.
Wielu księży, pracujących w parafiach i różnego rodzaju duszpasterstwach środowiskowych, mogłoby przytoczyć rozmaite sytuacje, w których ludzie ochrzczeni, ale w gruncie rzeczy z Kościołem niezwiązani, niepraktykujący, rzadko przystępujący do sakramentów świętych, nagle, pod wpływem bezpośrednio do nich skierowanej prośby o pomoc, radykalnie się zmieniali. Ta jedna prośba, dzięki której zostali wydobyci z anonimowości, odmieniła ich życie. Odkrycie, że ksiądz ich potrzebuje i że mają coś do zrobienia w swojej parafii, pozwoliło im – mówiąc z pewną przesadą – odnaleźć swoje miejsce w Kościele.
Przy studni Jakuba, o której czytamy dziś w Ewangelii, dzieje się coś podobnego. Ten, który może dać i zrobić dużo więcej niż kobieta jest sobie w stanie wyobrazić, staje się Tym, który prosi. I właśnie ta prośba staje się początkiem czegoś nowego w życiu Samarytanki. Wydawało się bowiem, że z powodu grzesznego życia wszyscy ją odrzucili. Jej życie straciło sens. A tu nagle jest Ktoś, kto jej potrzebuje.
Tak współczesne powroty do Kościoła, jak i historia Samarytanki z dzisiejszej Ewangelii należą do tych, które pokazują, jak dziwne są niekiedy drogi nawrócenia. Zamiast długich i zawiłych dyskusji, przekonywania, czy nawet straszenia, pojawia się zwykła ludzka prośba, której ktoś zupełnie się nie spodziewa.
Dziwne są niekiedy drogi nawrócenia. Ważne, byśmy naszą mądrością, wyższością, raptownymi sądami i przekonaniem, że wszystko wiemy i na wszystkim się znamy, nie stawiali nikogo na straconej pozycji. Jezus przy studni czeka na każdego. Każdego potrzebuje. I wszystkim pragnie dać wody żywej.
ks. Dariusz Madejczyk

Złota myśl tygodnia
Z kimkolwiek w życiu będę miała styczność, wszystkich pragnę pociągnąć do miłowania Ciebie, Jezu mój. (św. Faustyna Kowalska)

Na wesoło
W trakcie dialogu małżeńskiego mąż mówi do żony:
– Nie twierdzę, że twoja mama źle gotuje, tylko zaczynam rozumieć, dlaczego zawsze się modlicie przed jedzeniem.

Przychodzi absolwent wyższej uczelni do biura pośrednictwa pracy i pyta:
– Czy jest praca dla absolwenta?
– Oczywiście, że tak! Pensja 10.000 zł, komórka i samochód służbowy.
– Pani żartuje?!
– Sam pan zaczął…

Rodzinny święty – bł. Luchezjusz i Buonadonna z Poggibonsi
Luchezjusz urodził się w Gaggiano, we Włoszech, w 1181 r. W młodości zajmował się kupiectwem i marzył o karierze rycerskiej. Zamieszkał jednak w Poggibonsi i tutaj ożenił się z Buonadonną. Według przekazów, początkowo małżonkowie byli bardzo skąpi. W 1212 r. przeżyli nawrócenie. Pozbyli się wszystkich zgromadzonych bogactw, przeznaczając je na jałmużnę dla ubogich, a swój dom przekształcili w szpital.
W 1221 r. przez Poggibonsi przechodził św. Franciszek z Asyżu. Małżonkowie spotkali się z nim. Poprosili go wówczas, aby przyjął Luchezjusza do zakonu franciszkańskiego, a Buonadonnę – do zakonu klarysek. Jednak św. Franciszek uznał, że aby być w zakonie, nie powinni nadal być małżeństwem. Między innymi sytuacja tej pary spowodowała utworzenie zakonu dla ludzi świeckich, a Luchezjusz i Buonadonna prawdopodobnie zostali jego pierwszymi członkami. Św. Franciszek nałożył na nich popielate habity pokutne oraz zakonne sznury. Św. Franciszek napisał dla franciszkanów świeckich regułę, którą w 1223 roku zatwierdził papież Honoriusz III.
Po spotkaniu z Biedaczyną z Asyżu, tercjarskie małżeństwo zamieszkało w niewielkim domu, przy którym było pole. Luchezjusz sam je uprawiał, a produkty rolne przekazywał biednym. Pomagał chorym, zdarzało się, że przynosił trędowatych do szpitala św. Jana, który istnieje do dzisiaj. W 1260 r. Luchezjusz i Buonadonna zarazili się chorobą zakaźną od pielęgnowanych przez siebie chorych i 28 kwietnia zmarli.
Biografowie opisują niecodzienne wydarzenie z ich pogrzebu, w czasie którego padał ulewny deszcz. Jednakże żadna kropla nie spadła na trumny ani na zgromadzonych ludzi. Przy ich grobie miały miejsce cudowne uzdrowienia. Papież Innocenty XII w roku 1694 potwierdził rytuał liturgiczny ku czci błogosławionych Luchezjusza i Buonadonny. Ich kult zatwierdził papież Pius VI w XVIII w.
Wspomnienie liturgiczne błogosławionych małżonków przypada 28 kwietnia.

Opowiadanie
Na skróty?
Pewien mistrz murarski pracował wiele lat w wielkim zakładzie budowlanym. Kiedyś jednak od prezesa tegoż zakładu otrzymał interesujące zamówienie na wybudowanie wspaniałej willi według własnego projektu i uznania. Mógł wybrać najpiękniejsze miejsce i nie przejmować się żadnymi kosztami. Wszystkie koszty miały być pokryte z funduszy zakładu.
Prace rozpoczął natychmiast. Wykorzystując jednak pokładane w nim bezgraniczne zaufanie, jakim go obdarzono, pomyślał sobie, że może użyć starych surowców z odzysku oraz zatrudnić mniej wykwalifikowanych robotników, aby w ten sposób zagarnąć dla siebie nieuczciwie zaoszczędzone pieniądze. I tak w krótkim czasie wybudował zamówioną willę, ale jej jakość daleka była od tego, co mógłby zrobić gdyby był uczciwy i rzetelny.
Kiedy dom został ukończony, w czasie wydanego na tę okoliczność przyjęcia, wręczył swojemu prezesowi klucze do posiadłości. Prezes jednak zwrócił mu je natychmiast i z uśmiechem powiedział :
– Ten dom jest naszym podziękowaniem dla ciebie za rzetelną pracę. Niech będzie wyrazem naszego poważania i szacunku dla ciebie i twojej pracy.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Bóg chce nierozerwalności małżeństwa i daje ją jako owoc, jako znak i wymóg miłości absolutnie wiernej, którą On darzy człowieka i którą Chrystus Pan żywi dla swego Kościoła” (FC 20).
Im jestem bardziej pobożny, tym więcej mogę otrzymać błogosławieństwa. Im bardziej grzeszę, tym bardziej narażam się na to, że Bóg się na mnie pogniewa, w jakimś sensie obrazi. Czy zdarza Ci się tak myśleć? Czy religia jest rodzajem umowy między Bogiem i człowiekiem? Na szczęście Bóg kocha zawsze tak samo, Jego wierność jest niezmienna. Małżeństwo „nasycone” Bożą miłością jest nierozerwalne i mimo grzeszności małżonków, może być silniejsze od przeciwności.


1. Niedziela Wielkiego Postu – Rok A
9 marca 2014 r.

Refleksja
Na wzór naszego Nauczyciela jesteśmy jako chrześcijanie powołani do tego, aby dostrzegać różne rodzaje nędzy trapiącej naszych braci, dotykać ich dłonią, brać je na swoje barki i starać się je łagodzić przez konkretne działania. Nędza to nie to samo co ubóstwo; nędza to ubóstwo bez wiary w przyszłość, bez solidarności, bez nadziei (…).
Niech w tym czasie Wielkiego Postu cały Kościół będzie gotów nieść wszystkim, którzy żyją w nędzy materialnej, moralnej i duchowej, gorliwe świadectwo o orędziu Ewangelii, którego istotą jest miłość Ojca miłosiernego, gotowego przygarnąć w Chrystusie każdego człowieka. Będziemy do tego zdolni w takiej mierze, w jakiej upodobnimy się do Chrystusa, który stał się ubogi i ubogacił nas swoim ubóstwem. Wielki Post to czas ogołocenia: dobrze nam zrobi, jeśli się zastanowimy, czego możemy się pozbawić, aby pomóc innym i wzbogacić ich naszym ubóstwem. Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.
Duch Święty, dzięki któremu jesteśmy „jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2 Kor 6,10), niech utwierdza nas w tych postanowieniach, niech umacnia w nas wrażliwość na ludzką nędzę i poczucie odpowiedzialności, abyśmy stawali się miłosierni i spełniali czyny miłosierdzia.
Z Orędzia Papieża Franciszka na Wielki Post 2014

Złota myśl tygodnia
Za postem stoi pokora, za modlitwą – nadzieja, a za jałmużną – miłość. (abp Alfons Nossol)

Na wesoło
Żona miała problem z mężem, gdyż ten zawsze zasypiał na niedzielnej mszy.
Postanowiła więc temu zaradzić i na kolejną mszę zabrała długą szpilkę od kapelusza, którą to postanowiła dźgnąć męża, jak tylko ten zaśnie.
Gdy ksiądz, mówiąc kazanie, doszedł do słów: „…i któż jest naszym Zbawcą?”, mąż właśnie przysnął. Żona dźgnęła go z całej siły w pośladek. Ten zerwał się z krzykiem:
– Jeeezuuu!
– Właśnie tak, mój synu – odpowiedział ksiądz i kontynuował kazanie.
Mąż, zły na żonę i nieco zawstydzony, skulił się i po chwili znów zapadł w drzemkę.
Gdy ksiądz rzekł: „…i któż umarł za nas na krzyżu?”
– Jeeezuuu Chryste! – podskoczył i wrzasnął, znów dźgnięty szpilką mąż.
– Właśnie tak, mój synu – odpowiedział ksiądz.
Mąż usiadł spokojnie i udawał, że śpi ale tym razem uważnie obserwował żonę.
Żona zamierzyła się szpilką, gdy ksiądz właśnie mówił: „…a co powiedział Jezus rzymskiemu żołnierzowi, który uderzył Go w Ogrodzie Oliwnym?”.
– Jeszcze raz, a tak ci przyłożę, że nie wstaniesz! – wrzasnął mąż.

W trakcie lądowania polskiego samolotu na lotnisku w Chicago pilotom cudem udaje się uniknąć katastrofy i tylko ich nadzwyczajne umiejętności oraz znakomity system hamulcowy Boeinga pozwalają na zatrzymanie samolotu przed krańcem pasa startowego. Po chwili wymownej ciszy w kabinie rozpoczyna się dialog:
– To jest chyba najkrótszy pas startowy ze wszystkich pasów jakie w życiu widziałem – mówi pierwszy pilot.
– Nooo… – odpowiada drugi – ale za to jaki szeroki… będzie z dziesięć kilometrów.

Rodzinny święty – św. Franciszka Rzymianka
Franciszka urodziła się w patrycjuszowskiej rodzinie w Perrione koło Rzymu w 1384 r. Wyszła za mąż za Wawrzyńca di Ponziani. Pan Bóg dał małżonkom troje dzieci, których wychowaniem zajęła się Franciszka osobiście, nie wyręczając się kobietami obcymi, jak to było wówczas zwyczajem w rodzinach magnackich. Dbała o dom i o służbę, zabiegając nie tylko o ich potrzeby doczesne, ale także wieczne. Troskliwa i zapobiegliwa żona i matka miała jeszcze czas, aby pomyśleć o ubogich w mieście. Zasłynęła z dobroczynności. Zaopatrywała także sąsiednie kościoły w szaty i naczynia liturgiczne. Zadziwiała również dobrocią, życzliwością i pomocą sąsiedzką. Zagoniona w ciągu całego dnia, umiała niejedną godzinę nocy poświęcić na słodką rozmowę z Bogiem.
Z trojga dzieci Franciszki syn, Ewangelista, odszedł z tej ziemi w siódmym roku życia; jej jedyna córka, Agnieszka, zmarła w szóstym roku życia. Podczas wojny króla Neapolu z papieżem pałac Franciszki zrabowano, ponieważ wspomagała papieża, przez co straciła środki do życia i pozostała sama – męża i syna skazano na wygnanie. W czasie epidemii, jaka nawiedziła Rzym w latach 1413-1414, z narażeniem własnego życia usługiwała zarażonym. Z czasem inne kobiety, zafascynowane stylem życia Franciszki, zapragnęły jej towarzyszyć. W taki sposób powstało stowarzyszenie Oblatek Benedyktynek z Góry Oliwnej, które wzięło sobie za cel uświęcenie członkiń przez modlitwę, uczynki pokutne i miłosierdzie. Na swoje centrum oblatki obrały kościół S. Maria Nova przy Forum Romanum i Colosseum.
Po śmierci ostatniego syna, a następnie męża, Franciszka przyjęła habit i zamieszkała przy tym kościele. W nim ją pochowano; zmarła 9 marca 1440 r., mając 56 lat. Była obdarzona niezwykłymi łaskami mistycznymi. Pan Bóg hojnie obdarowywał Franciszkę wizjami i darem ekstaz, charyzmatem proroctwa, uzdrawiania, a nawet wskrzeszania umarłych. Największym jednak przywilejem, jakim miała się cieszyć Franciszka, w hagiografii nader rzadkim, to częste oglądanie przy sobie Anioła Stróża. Do katalogu świętych wpisał ją uroczyście Paweł V w 1609 roku.
Wspomnienie liturgiczne świętej żony i matki przypada 9 marca.

Opowiadanie
Jedno zdanie
Trzej mnisi, wszyscy zajmujący się studiowaniem Biblii, poszli pewnego dnia do wielkiego człowieka modlitwy aby zapytać go, jak się modlić Słowem.
Pierwszy powiedział, że przeczytał Biblię od deski do deski, a potem nauczył się jej na pamięć.
Drugi powiedział, że czytał ją wiele razy, aż nauczył się jej i zaczął ją wyśpiewywać.
Trzeci, onieśmielony wiedzą pierwszych dwóch, nie miał odwagi przemówić. Boży człowiek zachęcił go, a ten powiedział, że udało mu się przeczytać tylko jedno zdanie, które jednak powtarzał dniami i nocami w umyśle i sercu, nie mogąc pójść dalej.
Wielki człowiek modlitwy rzekł wtedy:
– W taki właśnie sposób należy się modlić Słowem.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„W Chrystusie Panu, Bóg przyjmuje ludzką potrzebę wspólnoty, potwierdza ją, oczyszcza i podnosi, prowadząc ją do doskonałości w sakramencie małżeństwa. Duch Święty, udzielony podczas uroczystości sakramentalnej, użycza małżonkom chrześcijańskim daru nowej komunii, komunii miłości” (FC 19).
Ile razy, mając na myśli coś złego, używamy frazy: „zaczęło się tak niewinnie…”. Pokazuje to, że skala porażki przerosła nasze oczekiwania. Tym sformułowaniem można opisać, jakby na przekór, coś z rzeczywistości Królestwa Bożego. Z pozoru „niewinne”, zupełnie zwykłe oczekiwania mogą zapowiadać naprawdę wielkie rzeczy. W małżeństwie oczekujemy „zaledwie” bliskości, a Duch Święty chce nas prowadzić do niesamowitej komunii miłości. Bóg ma dla nas zawsze więcej!


8. Niedziela Zwykła – Rok A
2 marca 2014 r.

Refleksja
„Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”.
Wiele szans osobistego rozwoju i wartościowego wykorzystania czasu marnujemy nie dlatego, że jesteśmy na coś za biedni, że nas nie stać, ale że jesteśmy zbytnio zapatrzeni w mit pieniądza i że jego brak traktujemy jako wymówkę i zwolnienie się od działania. Albo tłumaczymy się, że gdybyśmy mieli pieniędzy pod dostatkiem, wtedy dopiero pokazalibyśmy, co umiemy i na co nas stać. Tania wymówka: na pożyczenie i przeczytanie dobrej książki, byłoby chyba stać każdego. Podobnie jak na spacer za miast czy do parku z dziećmi; albo na zrobienie odrobiny porządku w obejściu. To nic nie kosztuje, a poprawia standard życia i daje poczucie przezwyciężenia marazmu i bezsilności. A to już coś – znacznie więcej, niż siedzieć, narzekać i czekać na cud.
Znana jest anegdota o człowieku, który latami modlił się o dużą wygraną w totolotka. Wreszcie zniecierpliwiony Pan Bóg dał mu taką odpowiedź: „Daj mi chociaż szansę – wypełnij kupon”. Często tej szansy ani Bogu, ani sobie nie dajemy. Niewiara w siebie i wiara w wszechmoc pieniądza nas paraliżuje.
A swoją drogą: to żadna sztuka, dokonać czegoś, gdy ma się nieograniczony budżet. Sztuką jest zrobić coś z niczego, bez pieniędzy.
ks. Mariusz Pohl

Złota myśl tygodnia
Niech nie pragnie więcej ten, kto otrzymał to, co wystarcza. (Horacy)

Na wesoło
Ksiądz spotyka ucznia w szkole na przerwie:
– Jasiu, dlaczego nie byłeś dzisiaj na religii? – pyta.
– Bo z chłopakami bawiłem się w pociąg – odpowiada Jaś.
– I tak was ta zabawa wciągnęła, że zapomniałeś o Bożym świecie?
– Nasz pociąg miał trzy godziny spóźnienia.

Nauczycielka pyta na lekcji przyrody:
– Aniu, wymień pory roku.
– Jesień, wiosna, lato…
– A co z zimą?
– No właśnie, patrzę za okno i też się zastanawiam!

Rodzinny święty – bł. Eurozja Barban
Eurozja urodziła się w 1866 roku w Quinto Vicentino, we Włoszech. Gdy miała 4 lata, cała rodzina przeniosła się do Maroli koło Torri di Quartesolo, gdzie Eurozja spędziła resztę swego życia. Tylko przez dwa lata mogła chodzić do szkoły podstawowej; potem musiała przerwać naukę, by pomagać rodzicom w gospodarstwie. W wolnych chwilach chętnie czytała Pismo święte, katechizm, Filoteę św. Franciszka Salezego i Duchowe wskazówki św. Alfonsa Marii Liguoriego. W wieku 12 lat przystąpiła do Pierwszej Komunii świętej. Od tej chwili codziennie przyjmowała Chrystusa w Komunii świętej; to sytuacja wyjątkowa, bo dopiero w 1905 roku Pius X zalecił oficjalnie w całym Kościele praktykowanie codziennej Komunii świętej.
Eurozja wstąpiła do Stowarzyszenia Córek Maryi, które działało w jej rodzinnej parafii. Tam mogła służyć potrzebującym, ofiarować swe modlitwy osobom wymagającym opieki.
5 maja 1886 roku wyszła za mąż za wdowca Carlo Barbana, ojca dwóch malutkich córeczek (trzecia zmarła krótko po urodzeniu). Jedna miała dwa miesiące, a druga około półtora roku. W małżeństwie tym przyszło na świat jeszcze dziewięcioro dzieci. Rodzina zaadoptowała też kolejnych czworo dzieci. Eurozja zdołała swą cierpliwością i łagodnością powoli zmienić konfliktowy charakter męża. W 1916 r. wstąpiła do tercjarzy franciszkańskich. Częsta modlitwa indywidualna i we wspólnocie, cierpliwe wykonywanie swych obowiązków, nieustanna troska o najbliższych – stały się jej całym życiem. Powszechnie nazywana była „Mamą Różą”. Pomagała swym dzieciom odnaleźć Boże powołanie. Trzech synów przyjęło święcenia kapłańskie, w tym jeden – w zakonie franciszkańskim. Najmłodszy wstąpił do niższego seminarium w Vicenzy, lecz zmarł w 14. roku życia. Jedna z córek obrała życie konsekrowane w zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia, zaś jeden z adoptowanych synów wstąpił do zakonu franciszkańskiego.
W 1930 r. Eurozja została wdową; przyjęła to z pokorą, poddając się woli Bożej. Zmarła 8 stycznia 1932 roku.
Beatyfikacji Eurozji dokonał 6 listopada 2005 roku w Vincenzy, w imieniu Benedykta XVI, prefekt Kongregacji Sprawa Kanonizacyjnych, kardynał Jose Saraiva Martins.
Wspomnienie liturgiczne błogosławionej żony i matki przypada 8 stycznia.

Opowiadanie
Ból przemija, piękno pozostaje
Mimo iż Henri Matisse był blisko dwadzieścia osiem lat młodszy niż Auguste Renoir, obaj wielcy artyści byli serdecznymi przyjaciółmi i często spędzali razem czas. Kiedy Renoir prawie nie opuszczał domu w ostatnich latach swego życia, Matisse odwiedzał go codziennie. Niemal sparaliżowany artretyzmem Renoir mimo swej choroby nie przestawał malować. Pewnego razu Matisse obserwował, jak starszy kolega maluje w swojej pracowni, zmagając się ze straszliwym bólem utrudniającym każde pociągnięcie pędzla. W końcu nie wytrzymał i poruszony wykrzyknął:
– Auguste, dlaczego nadal malujesz, gdy dręczy Cię tak okropny ból?
Renoir odrzekł z prostotą:
– Ból przemija, a piękno pozostaje.
I tak, prawie do dnia swojej śmierci Renoir nakładał farbę na płótno. Jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów: Kąpiące się artysta ukończył na dwa lata przed śmiercią, czternaście lat po tym, jak zaatakowała go bolesna choroba.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Jako pierwsza, powstaje i rozwija się komunia pomiędzy małżonkami; na mocy przymierza miłości małżeńskiej, mężczyzna i kobieta „już nie są dwoje, lecz jedno ciało” i powołani są do ciągłego wzrostu w tej komunii poprzez codzienną wierność małżeńskiej obietnicy obopólnego całkowitego daru” (FC 19).
Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiadane w obecności wspólnoty Kościoła można streścić w krótkim stwierdzeniu „cały jestem Twój”. Wszystkie słowa, gesty, uczynki służą odtąd budowaniu wspólnego szczęścia; stają się przestrzenią, w której miłość może przynosić konkretne owoce. „Nie ma większej miłości, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich”.


7. Niedziela Zwykła – Rok A
23 lutego 2014 r.

Refleksja
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi”.
Św. Paweł w jednym ze swoich listów napisał zdanie piękne jak Ewangelia i jak ona trudne: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 13,21). Przecież to streszczenie nauki „Kazania na górze”. Uderzył cię ktoś, oddałeś mu. Pozwoliłeś, by zło wzięło górę. Sięgnąłeś po środki, jakimi zło zwykło się posługiwać. Te środki są proste do granic prostactwa. Są ryzykowne do granic zbrodni. Ich moralna ocena jest wątpliwa do granic grzechu. Są tak bardzo materialne i cielesne, że nie mogą obronić wartości ducha. I w tym miejscu odnajdujemy glebę Jezusowej Ewangelii: duch! Syn Boży stał się człowiekiem, by wynieść człowieka na wyżyny ducha. By to, co cielesne – nie przestając być ciałem – stało się na wskroś przeniknięte duchem. Dlatego nie siła materialnej, fizycznej przemocy, ale siłą ducha jest przyszłością naszego, ludzkiego świata. Jeśli tego nie zrozumiemy, jeśli wciąż będziemy wracać ku fizycznej przemocy – nawet broniąc dobra – nie wyrwiemy się z kręgu zła, grzechu, szatana.
Zapytasz: „Mam zatem nadstawiać drugi policzek, gdy już raz oberwałem?” Jezus mówi ci: „Tak, nadstaw drugi policzek”. Ale najpierw musisz mieć w sobie ogromną siłę ducha. Ona musi promieniować z ciebie jak światło i ciepło ze słońca. Bo jeśli nie będzie w tobie tej siły ducha, z nadstawienia drugiego policzka pozostanie jedynie teatralny gest. I oberwiesz jeszcze bardziej. Dlatego pielęgnuj w sobie wszelkie wartości ducha. Ucz się opanowania i cierpliwości. Ale także modlitwy i medytacji.
ks. Tomasz Horak

Złota myśl tygodnia
Przebaczenie jest najtrudniejszą miłością. (Albert Schweitzer)

Na wesoło
Ksiądz rozmawia z ministrantem:
– Adam, po raz kolejny nie byłeś na służbie w tygodniu.
– Mówiłem już księdzu, że chodzę na dodatkowy angielski
– Jak sobie tam radzisz?
– Dobrze, umiem już mówić po angielsku „dziękuję” i „przepraszam”.
– Gratuluję! To nawet więcej, niż mówisz po polsku.

Mama układa dziecko do snu:
– Gdybyś w nocy czegoś potrzebował, to zawołaj „Mamusiu” i tatuś zaraz do ciebie przybiegnie!

Rodzinny święty – św. Maria Małgorzata d’Youville
Maria Małgorzata przyszła na świat w dniu 15 października 1701 roku w Varennes (w Kanadzie). Mimo trudnej sytuacji rodzinnej ukończyła szkołę prowadzoną przez siostry urszulanki i pomagała w wychowaniu młodszego rodzeństwa. Wyrosła na piękną, młodą, wykształconą pannę i wszystko wskazywało na to, że dobrze wyjdzie za mąż.
W wieku 21 lat Małgorzata spotkała Francois’a d’Youville. 12 sierpnia 1722 roku wyszła za niego za mąż. Niedługo po ślubie mąż przestał interesować się rodziną i coraz częściej znikał z domu. Okazało się, że zajmował się nielegalnym handlem alkoholem wśród Indian. Ta wiadomość stała się dla Małgorzaty wielkim ciężarem. Tymczasem po ośmiu latach małżeństwa, kiedy kolejne, szóste już dziecko miało przyjść na świat, mąż zachorował i zmarł, mając zaledwie 30 lat. Małgorzata została sama z dwojgiem dzieci (czworo zmarło w niemowlęctwie). Mimo tych tragedii Małgorzata nie załamała się. Jej wiara jeszcze bardziej się umocniła. Żeby spłacić ogromne długi, jakie zaciągnął mąż, i zarobić na utrzymanie siebie i synów, otworzyła niewielki sklepik. Choć jej samej nie było lekko, pomagała każdemu, kto potrzebował pomocy, wszystkim się dzieliła z biedniejszymi od siebie. Wierzyła mocno, że to sam Bóg działa w jej życiu. Jej postawa wzbudzała podziw i pociągała innych do naśladowania. Jej dwaj synowie zostali kapłanami.
Przykład jej zaufania do Boga i poświęcenia się dla ubogich spodobał się trzem młodym kobietom, które postanowiły jej pomóc. Stało się to początkiem zgromadzenia szarych sióstr. Później powierzono Małgorzacie opiekę nad szpitalem, otworzyła też pierwszy w Ameryce Północnej dom dla porzuconych dzieci.
Wyczerpana pracą na rzecz biednych, zmarła w dniu 23 grudnia 1771 roku.
Jej ofiarność i miłość ubogich nie została zapomniana. 3 maja 1959 roku bł. Jan XXIII beatyfikował Małgorzatę, nazywając ją matką powszechnego miłosierdzia. W dniu 9 grudnia 1990 roku została ona uroczyście wprowadzona do grona świętych przez bł. Jana Pawła II.
Wspomnienie świętej Marii Małgorzaty przypada w kalendarzu liturgicznym na dzień 23 grudnia.

Opowiadanie
Drzewo kłopotów
Był pewien cieśla, któremu przydarzył się niefortunny dzień w pracy. Stracił godzinę z powodu przebitej opony, zepsuła mu się piła mechaniczna, a na koniec silnik jego wysłużonej furgonetki nie chciał zapalić. Kiedy wraz z majstrem wracał do domu, wszystko się w nim „gotowało”, ale milczał. Gdy dojechali na miejsce, zaprosił majstra, by poznał jego rodzinę. Kierując się w stronę domu, cieśla przystanął na chwilę przy dużej sośnie, na której umieszczona była figura frasobliwego Chrystusa, i dotknął obiema rękami jej gałęzi.
Przekraczając próg, przeszedł zadziwiającą metamorfozę. Jego ogorzała twarz promieniała uśmiechem. Przytulił najpierw dwójkę dzieci, a potem uściskał i ucałował żonę. Następnie odprowadził majstra do samochodu. Gdy znów przechodzili obok sosny, majster, nie mogąc powstrzymać ciekawości, spytał cieślę, co to za „drzewny rytuał” odprawił przy tym drzewie.
– Ach, to moje drzewo kłopotów – odparł cieśla -Wiem, że nic nie mogę poradzić na kłopoty w pracy, ale jedno jest pewne: po skończonej robocie trosk i zmartwień nie powinno się przynosić do domu. Więc zatrzymuję się przy tej sośnie i wyobrażam sobie, że zawieszam na niej wszelkie kłopoty, troski i zmartwienia – tu uśmiechnął się i dodał – A najdziwniejsze, że kiedy rano idę zdjąć je z powrotem, jest ich zawsze mniej niż wtedy, kiedy, jak pamiętam, wieszałem je tam poprzedniego wieczoru.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Rodzina, założona i ożywiana przez miłość, jest wspólnotą osób: mężczyzny i kobiety jako małżonków, rodziców, dzieci i krewnych. Pierwszym jej zadaniem jest wierne przeżywanie rzeczywistości komunii w ciągłym działaniu na rzecz rozwijania prawdziwej wspólnoty osób” (FC 18).
Czy mieszkanie pod jednym dachem sprawia, że stajemy się sobie naprawdę bliscy? „Żyli nie z sobą, lecz całkiem obok” – śpiewała Edyta Bartosiewicz. Rozmowa to nie raport z wykonania obowiązków, spojrzenie to nie osąd, a stół to nie eksponat. Drobne decyzje są kluczem do bliskości.


3. Niedziela Zwykła – Rok A 26 stycznia 2014 r.

Refleksja

„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”.
Piotr i Andrzej zarzucali swoje sieci dzień w dzień i w niejedną noc, ale niewiele z tego mieli korzyści. Kiedy Jezus pojawił się na brzegu jeziora, nadał ich życiu nowe perspektywy, nowy sens, i to ich porwało. Tylko Bóg potrafi nadać człowiekowi nowe znaczenie egzystencji. Tylko Bóg czyni życie porywającym i fascynującym, godnym porzucenia natychmiast tego wszystkiego, co dotychczas się czyniło.
To dzięki Jezusowi, Jego obecności przy naszych sieciach, życie może być spełnione nawet w najbardziej przyziemnej postaci, ale Jemu chodzi o coś więcej. Chce uczynić coś wspanialszego dla człowieka. Chodzi o wyłowienie wieczności spod powierzchni doczesności albo o wyłowienie ludzi zatopionych w morzu grzechów i ukazanie im Nowego Świata.
o. Augustyn Pelanowski

Złota myśl tygodnia
Gęstwina mądrości i wiedzy Boga jest tak głęboka i niezmierzona, że choćby dusza wiele z niej poznawała, może wchodzić zawsze jeszcze głębiej. (św. Jan od Krzyża)

Na wesoło
Hrabia wzywa lokaja.
– Janie, czy cytryna ma nóżki? – pyta.
– Nie, panie hrabio.
– A niech to! Znów wcisnąłem kanarka do herbaty.

Do Urzędu Stanu Cywilnego przychodzi Indianin:
– Chciałbym zmienić swoje nazwisko.
– A jak pan się nazywa?
– Waleczny Orzeł Spadający z Nieba na Wrogów i Uderzający ich Znienacka.
– A jak się pan chce nazywać?
– Łubudu!

Rodzinny święty – św. Joachim i Anna, małżonkowie, rodzice Najświętszej Maryi Panny
Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle, co „łaska”. Joachim pochodził z zamożnej i znakomitej rodziny z Galilei. Jego imię miało być prorocze, gdyż oznacza tyle, co „przygotowanie Panu”.
Apokryficzna Protoewangelia Jakuba z II wieku podaje, że Anna i Joachim byli bezdzietni. Małżonkowie daremnie modlili się i dawali hojne ofiary na świątynię, aby uprosić sobie dziecię. Joachim, będąc już w podeszłym wieku, udał się na pustkowie i tam przez dni 40 pościł i modlił się o Boże miłosierdzie. Wtedy zjawił mu się anioł i zwiastował, że jego prośby zostały wysłuchane, gdyż jego małżonka Anna da mu Dziecię, które będzie radością ziemi. Tak też się stało. Przy narodzinach ukochanej Córki, której według zwyczaju piętnastego dnia nadano imię Maria, była najbliższa rodzina. W rocznicę tych narodzin urządzono wielką radosną uroczystość. Po urodzeniu się Maryi, spełniając uprzednio złożony ślub, rodzice oddali swą Jedynaczkę na służbę w świątyni. Kiedy Maryja miała 3 lata, oddano Ją do świątyni, gdzie wychowywała się wśród swoich rówieśnic, zajęta modlitwą, śpiewem, czytaniem Pisma świętego i haftowaniem szat kapłańskich. Wcześniej miał pożegnać świat Joachim. Według jednej z legend Annie przypisuje się trinubium – po śmierci Joachima miała wyjść jeszcze dwukrotnie za mąż.
Od IV wieku do dzisiaj pokazuje się przy Sadzawce Owczej w Jerozolimie miejsce, gdzie stał dom Anny i Joachima. Obecnie wznosi się na nim trzeci z kolei kościół, który wybudowali krzyżowcy. Św. Anna jest patronką diecezji opolskiej, wielu miast oraz kobiet rodzących, matek, wdów, położnic, ubogich robotnic, górników kopalni złota, młynarzy, powroźników i żeglarzy. Razem ze św. Joachimem patronują małżonkom.
Kalendarz liturgiczny w naszej diecezji zawiera Uroczystość św. Anny 26 lipca oraz wspomnienie św. Joachima dzień później.

Opowiadanie
Gobelin
Pewien młody mnich został wysłany na kilka miesięcy do jednego z klasztorów we Flandrii, gdzie wraz z innymi zakonnikami miał tkać ogromny gobelin. Po kilku dniach żmudnej pracy zdenerwowany zerwał się z krzesła.
– Wystarczy! Dłużej już tak nie mogę! Instrukcje, jakie otrzymałem, są bezsensowne! – wykrzyknął głośno – Tkam złotą nitką i nagle, ni z tego, ni z owego, muszę ją przecinać! Cóż za marnotrawstwo! Najstarszy mnich rzekł:
– Synu! Nie widzisz gobelinu w taki sposób, w jaki będą go wszyscy oglądać. Siedzisz po jego lewej stronie i do twoich obowiązków należy utkanie jedynie małego fragmentu.
Następnie zaprowadził go w miejsce, skąd było widać dobrze cały gobelin, zawieszony w ogromnej pracowni. Młody mnich z wrażenia stracił mowę.
Brał udział w tkaniu przepięknego obrazu przedstawiającego Pokłon Trzech Króli, a jego złota nić stanowiła część lśniącej aureoli wokół głowy Dzieciątka Jezus. To, co młodemu mnichowi wydało się marnotrawstwem, w istocie było cudownym dziełem.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie

„Rodzina ludzka, rozdarta przez grzech, została na nowo zjednoczona zbawczą mocą śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Małżeństwo chrześcijańskie, uczestnicząc w zbawczych skutkach tej tajemnicy, stanowi naturalne środowisko, w którym dokonuje się włączenie osoby ludzkiej do wielkiej rodziny Kościoła.” (FC 15).
Wszelkie rozdarcie i niezgoda w rodzinie, choćby były bardzo głębokie, nie stanowią ostatniego akordu w symfonii miłości. Ten, Który ją „komponuje” bierze pod uwagę naszą słabość i mimo tego, a może ze względu na to, dodaje „melodię” śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Harmonizuje się ona z najgłębszymi zakamarkami naszych serc i wnosi nieodparte wrażenie, że jeszcze wszystko może „zagrać”.


2. Niedziela po Narodzeniu Pańskim 5 stycznia 2014 r.

Refleksja
„W Chrystusie Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa”.
Jeszcze w nas nie zgasła radość Bożego Narodzenia, a tymczasem przychodzi nam zmierzyć się z rozpoczynającym się rokiem 2014. Co planujemy? Jakie mamy oczekiwania związane z Nowym Rokiem? Fałszywie rozumiana pokora może podpowiadać, że należy biernie przyjmować dzień za dniem. Czy w ten sposób nie poddajemy się jednak rutynie i pozwalamy na to, aby przepiękna paleta barw wiary, nadziei i miłości wypłowiała w mętnej rzece codzienności? Warto więc podejść do Nowego Roku z mentalnością zdobywcy – odważnie określić wyzwania (w domu, w pracy, w relacjach z bliźnimi) i z prawdziwą pokorą zapytać jak rozłożyć siły, aby móc tym wyzwaniom sprostać. W tym momencie z wielką pomocą przychodzi nam Boże Słowo, które pokazuje najdalszy, a zarazem najpiękniejszy horyzont naszych starań. Na tym horyzoncie św. Paweł, we fragmencie Listu do Efezjan, rysuje przed nami konkretną obietnicę. Bóg „przeznaczył nas dla siebie”, „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”. Tak jakby chciał nam powiedzieć: „Twoje szczęście to świętość. Nie będziesz szczęśliwy, nie będąc pięknym i czystym w oczach Boga”.
W rozpoczynającym się 2014 roku życzę Wam wiary uzdalniającej do przyjęcia Słowa Bożego i odwagi do odpowiadania na nie, w każdej minucie Waszego życia. Niech zaproszenie do świętości ożywia troskę o piękne więzi rodzinne, parafialne i społeczne. Błogosławionego Nowego Roku!

Kolędnicy misyjni
Zwyczaj kolędowania misyjnego narodził się w krajach niemieckojęzycznych, gdzie kolęduje się z okazji uroczystości Trzech Króli. W Polsce po raz pierwszy kolędnicy misyjni wyruszyli w 1993 r. z inicjatywy centrali krajowej Papieskich Dzieł Misyjnych. Kolędnicy misyjni to dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego, które pomagają swoim rówieśnikom w krajach misyjnych. Ale do udziału w misyjnej kolędzie zapraszają wszystkich – koleżanki i kolegów zrzeszonych w różnych grupach w szkole i w parafii. Pomagają im w tym katecheci, wychowawcy, nauczyciele, rodzice oraz młodzież i dorośli z parafialnych grup i stowarzyszeń.
W tym roku polskie dzieci będą wspierały rówieśników z Republiki Konga i Demokratycznej Republiki Konga, gdzie Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci dofinansowuje działalność kilkudziesięciu ośrodków pomocy, domów dla dzieci ulicy, przedszkoli i szkół, a także programy ochrony życia dla dzieci ubogich, odrzuconych, osieroconych i okaleczonych. W Republice Konga pomoc z funduszu PDMD to głównie stypendia szkolne i formacja chrześcijańska dla ponad 24 tys. dzieci. Natomiast w osłabionej konfliktami Demokratycznej Republice Konga na wsparcie czeka ponad 91 tys. dzieci. Tam projekty dofinansowywane przez PDMD dotyczą przede wszystkim ochrony życia i edukacji.

Złota myśl tygodnia
Ponieważ w Betlejem zawsze jest Boże Narodzenie, w sercach chrześcijan każdy dzień jest Bożym Narodzeniem (bł. Jan Paweł II)

Na wesoło
Turysta spotyka bacę niosącego owcę.
– Baco, gdzie jest Dolina Kościeliska?
– Potrzymojcie no panocku te łowieckę.
Turysta wziął owieczkę, a baca rozłożył ręce i powiedział:
– Ni mom pojęcia.

Cebula przechodzi obok wierzby płaczącej:
– Zapewniam Cię, to naprawdę nie moja wina.

Rodzinny święty – bł. Paula Gambara Costa
Paula Gambara Costa urodziła się 3 marca 1473 r. w Brescii na północy Włoch, w pobożnej rodzinie szlacheckiej. Dziewczynka otrzymała staranne wykształcenie. Nad jej rozwojem duchowym czuwali franciszkanie.
Od młodości była podziwiana za piękno i głębię cnót chrześcijańskich. Tęskniła za życiem zakonnym, mimo to, wbrew jej woli, bardzo młodo wydano ją za hrabiego Ludwika Costa. W 1485 r. obydwoje zamieszkali w Piemoncie. Początkowo młodej mężatce spodobało się życie światowe. Pod wpływem franciszkanina Anioła Carletti powróciła jednak do wcześniejszych aspiracji i wstąpiła do III Zakonu Franciszkańskiego, przywdziewając tercjarski habit.
Ludwik nie akceptował zmiany swojej żony, stał się arogancki i chciwy. Więził Paulę, zdarzało się nawet, że ją bił. Utrudniał jej praktyki religijne i prowadzenie działalności charytatywnej. Widząc brak zainteresowania, a nawet niechęć do siebie ze strony męża, Paula poświęciła się wychowaniu urodzonego w 1488 r. syna – Jana Franciszka. Rozpoczęła również życie pokutne, wiele czasu poświęcając modlitwie.
W latach 1493-1503 zapanował głód. Paula chętnie wykazywała się hojnością wobec wielu biednych, chorych i bezdomnych, którzy przychodzili po pomoc. Ludwik Costa w 1504 r. zmienił swoje życie, czego przyczyną była nagła i ciężka choroba jego wieloletniej kochanki. Paula przebaczyła mężowi niewierność i lata poniżania. Zaopiekowała się nawet śmiertelnie chorą dawną kochanką męża i pomogła jej przygotować się do pojednania z Bogiem. Pod wpływem tych wydarzeń Ludwik zaczął zupełnie inaczej traktować swoją żonę. Mogła jawnie nosić habit franciszkański. Gdy mąż poważnie zachorował, kochająca żona opiekowała się nim i pielęgnowała go. Poleciła go też wstawiennictwu Anioła Carletti, który zmarł w Cuneo. Ludwik został uzdrowiony i udał się na pielgrzymkę do grobu błogosławionego franciszkanina, a historia tego uleczenia została uwzględniona w postępowaniu beatyfikacyjnym Anioła Calrettiego z Chivasso. Gdy Paula owdowiała, poświęciła się całkowicie opiece nad ubogimi. Na ten też cel przeznaczyła cały swój majątek.
Zmarła w opinii świętości 24 stycznia 1515 r. Papież Grzegorz XVI potwierdził jej kult jako błogosławionej 14 sierpnia 1845 r.
Wspomnienie błogosławionej Pauli przypada w kalendarzu liturgicznym 24 stycznia.

Opowiadanie
Zrozumieć Opatrzność
Pewnego dnia wysłał Bóg anioła po duszę pewnej kobiety. Poszedł więc zgodnie z wolą Pana pod wskazany adres. Wszedł do starej, chylącej się wiejskiej chaty i zobaczyła ciężko chorą kobietę na łożu. Obok niej w izbie gromadka dzieci niezaradnych i małych, zapłakana i nieszczęśliwa, głodna i brudna.
Zastany obraz wzruszył serce anioła, bo rok wcześniej zabrał z chaty ojca. Wiedział też, że matka jest ostatnią nadzieją dzieci. Wrócił więc anioł do Boga z pustymi rękoma.
– Panie mój – rzekł anioł – nawet ja nie mam sumienia zabrać duszy tej kobiecie. Czy nie widzisz jaka panuje tam rozpacz? Co będzie z dziećmi gdy zabiorę im matkę?
– Idź na rozstaje dróg – powiedział stanowczo Bóg – tam pod wielkim kamieniem mam ukryty skarb.
Anioł wykonał polecenie. Odnalazł obrośnięty mchem i do połowy przysypany ziemią kamień. Widać było że od lat nikt go nie ruszał. Odwalił kamień i zobaczył robaka. Powrócił do Boga i zdał relację:
– Panie, nie ma tam żadnego skarbu, jest tylko nędzny robak.
– Ja pamiętam o tym robaku, a myślisz, że mógłbym zapomnieć o tych dzieciach?

Bł. Jan Paweł II o rodzinie
„Miłość małżeńska, prowadząc małżonków do wzajemnego „poznania”, które czyni z nich „jedno ciało”, nie wyczerpuje się wśród nich dwojga, gdyż uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej. W ten sposób małżonkowie, oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość – dziecko, żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej oraz żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa” (FC 14).
„Jesteśmy Bogu potrzebni”. Ta wiadomość, gdy ją pierwszy raz słyszymy, porusza nasze serca, ale z czasem staje się oczywistością. Wiemy, że Bóg chce się nami posługiwać i przychodzi do ludzi przez naszą miłość. Uczciwa refleksja nad seksualnością musi prowadzić nas co najmniej do zdumienia. Oto okazuje się, że jesteśmy Bogu potrzebni nie do jakichś małych spraw, ale do współpracy w dziele stworzenia i przekazywania życia! Kto się potrafi się tym zachwycić, ten bardziej walczy o to, aby wielki dar niepostrzeżenie nie zamienił się w „zabawkę”.


Rodzina Miłością Wielka

Pod tym hasłem trwać będzie ogłoszony przez biskupów wszystkich trzech tworzących metropolię katowicką diecezji ROK RODZINY. Rozpoczął się on 1 grudnia 2013 roku, w I Niedzielę Adwentu, i potrwa do 28 grudnia 2014 r. tj. do Niedzieli Świętej Rodziny. Jego otwarcie obwieścił odczytany we wszystkich parafiach metropolii list pasterski. W dokumencie czytamy m. in.:

„Rok Rodziny w naszej metropolii będziemy przeżywać pod hasłem: Rodzina Miłością Wielka. Rodzina chrześcijańska to komunia-wspólnota osób zanurzona przez sakrament małżeństwa w miłości Bożej i urzeczywistniająca się we wzajemnej miłości męża i żony, rodziców i dzieci. Jej doskonałym wzorem jest Święta Rodzina z Nazaretu, którą obieramy na patrona Roku.

Obchodząc Rok Rodziny nie chcemy mnożyć nowych akcji i dzieł. Zależy nam na przypomnieniu i pokazaniu bogactwa działań formacyjnych, profilaktycznych i terapeutycznych, które w ramach duszpasterstwa rodzin podejmowane są w diecezji gliwickiej, archidiecezji katowickiej i diecezji opolskiej. Żeby lepiej z nich korzystać, trzeba wiedzieć o bogatej ofercie służby małżeństwu i rodzinie na każdym etapie, nawet w sytuacji kryzysu. By kościelne instytucje wspierania małżeństw i rodzin mogły jeszcze lepiej służyć, powinny współpracować ze szkołami, mediami i samorządami lokalnymi. Widzimy w nich naturalnych sprzymierzeńców w trosce o rodzinę, od której zależy jutro społeczeństwa, Kościoła i naszej Ojcowizny.

W ostatnich 6-ciu latach wyrazem naszych wspólnych działań było m.in. Metropolitalne Święto Rodziny, a jego treścią radosne świętowanie rodzinnej, wiarygodnej wspólnoty, której nic nie zastąpi”.

W celu budowaniu przekonania o wartości sakramentalnego małżeństwa, rodziny, dziecka i wzajemnej miłości biskupi górnośląscy przypominają wiernym w liście cztery biblijne fundamenty życia rodzinnego, które powinny stać się przedmiotem refleksji:

1. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela
2. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
3. Czcij ojca swego i matkę swoją
4. Kto przyjmuje dziecko, Mnie przyjmuje

Do refleksji na temat rodziny biskupi szczególnie polecają lekturę encykliki papieży Franciszka i Benedykta XVI „Lumen fidei” oraz adhortację apostolską „Familiaris consortio” bł. Jana Pawła II. Jedną z pierwszych inicjatyw Roku Rodziny podjęło Stowarzyszenie św. Filipa Nereusza, które 200 ubogim rodzinom z Rudy Śl., Świętochłowic, Katowic ofiarowało wieńce adwentowe wraz zachętą do codziennej modlitwy i swoistą „instrukcją obsługi”.

Bł. Jan Paweł II o rodzinie: „Komunia miłości pomiędzy Bogiem i ludźmi, stanowiąca zasadniczą treść Objawienia i doświadczenia wiary Izraela, znajduje swój wymowny wyraz w przymierzu oblubieńczym zawartym pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Stąd też główny przekaz Objawienia: „Bóg miłuje swój lud”, zostaje wypowiedziany również żywymi i konkretnymi słowami, poprzez które mężczyzna i kobieta wyrażają swoją miłość małżeńską. Więź ich miłości staje się obrazem i znakiem Przymierza łączącego Boga z Jego ludem” (FC 12).

Na naszych twarzach rysuje się podobieństwo do dziadków i rodziców. Ile razy ktoś rozpoznał nas po latach, tylko dlatego, że skojarzył nas z mamą, tatą, albo dziadkiem? Miłość małżeńska też ma swoją twarz. Można z niej „odczytać” różne stany: od entuzjazmu po rozgoryczenie. Na twarzy miłości małżeńskiej rysuje się podobieństwo do Boga. On zawierając przymierze z Izraelem, doświadczał tego, że nie wybrał sobie doskonałej Oblubienicy, ale taką, która nieustannie dawała mu „okazję” do bezinteresowności. Warto sięgnąć do Księgi Ozeasza. Tam można się przekonać, że przed nami Ktoś już tę małżeńską Amerykę odkrył.