CZWARTA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Kazania Pasyjne w Roku Rodziny
Ks. Marek Antosz

CZWARTA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 30.03.2014

…. Ogrodzie Oliwny, widok w tobie dziwny !
Widzę Pana mego na twarz upadłego
-tęskność, smutek, strach Go ściska…

Znamienne jest, że Słowo Życia objawia się często na szczytach gór. Bóg upodobał sobie miejsca spotkania z człowiekiem tak, by te relacje kosztowały człowieka jakiś wysiłek zdobywania, współudziału, czuwania, roztropnego podążania, wypatrywania, zmotywowania. Wtedy owoc relacji spotkania Bóg – Człowiek ma błogosławiony smak pachnący niebem.

Zanim wejdziemy na Kalwarię podążamy za Jezusem śpiewającym
z apostołami hymny prosto z wieczernika na wzgórze Getsemani – co się tłumaczy „Tłocznia oliwy”. Nazwa ta najlepiej sugeruje presję wydarzeń, narastające ciśnienie strachu w sercach Mistrza i niepewnych przyszłości uczniów. Oni wydają się zwalniać, opóźniać to, na co jeszcze nie są do końca gotowi. Zbyt szybko zadeklarowali w wieczerniku pełną dyspozycyjność i teraz ukrywają się pod zasłoną snu. Jezus natomiast wydaje się od pewnego czasu przyspieszać, wyprzedzać. Ogród Oliwny dynamicznie obnaża człowieczeństwo Mistrza przeczuwającego w zjednoczeniu z Ojcem Niebieskim trwogę konania, zbliżającego się dzieła Odkupienia. Wstaje, upada, budzi uczniów, mobilizuje do czuwania, modlitwy . Wreszcie godzi się wypić pieniący się kielich przyprawiony goryczą grzechu całej ludzkości. (Por. Mk 14. 26 – 42) Ostatnie słowa Mistrza , które dotarły do przebudzonych uczniów to przedziwne pożegnanie, jakby misja, której nie podejmą w ciągu najbliższych trzech dni razem z Jezusem.
„ Wstańcie – chodźcie” – ostatecznie doprowadzi ich wraz odgłosami mrocznej zdrady Judasza do panicznej ucieczki, rozproszenia w chwili uderzenia w ich Pasterza. Symbolem ich duchowego ubóstwa jest młodzieniec uciekający nago i w popłochu, który co prawda chętnie słuchał Rabbiego Jezusa,
ale zabrakło mu konsekwentnego naśladowania zbawczej ofiary jego Pana
i Odkupiciela. Jego niedojrzała tożsamość ucznia i lęk o własne życie obnażyły ludzką tylko naturę. Odtąd Jezus umiłowawszy do końca sprawy boskie
i ludzkie, podejmie drogę Cierpiącego Sługi Jahwe.

Zapytam dzisiaj o moje lęki o przyszłość mojego domu, rodziny, środowiska życia, gotowość posiadania siebie w dawaniu siebie do granic ofiary, spojrzę na dyspozycyjność i odpowiedzialność w relacjach z osobami, którym deklaruję miłość. Pochylę się nad tym, co mnie hamuje przed prawdziwym rozwojem mojej tożsamości.

Czy historia mojego życia zawiera godziny czuwania, modlitwy, duchowego zjednoczenia z Mistrzem i Nauczycielem życia Jezusem w Liturgii Kościoła, rytuale rodzinnym, modlitwie osobistej?
A co tak naprawdę paraliżuje mój rozwój? W czym zwalniam, lękając się następstw odpowiedzialnych decyzji, wypalając się i upadając ze wstydem? Ile razy złamałem daną Bogu i bliźnim obietnicę?
Lata temu Edward Stachura w „Mszy wędrującego” tak pisał:

Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina! ….
Dokąd idziesz po omacku – moja wina
I nie słychać końca płaczu – moja wina
Jedni cicho upadają – moja wina
Drudzy ręce umywają – moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi – moja wina
O człowieka coraz trudniej
– moja wina
– moja wina
– moja bardzo wielka wina! Amen!